Tajemnice niewymyślone

Ks. Jan Twardowski (Warszawa, 1987) ©.Marian Schmidt

 

Z ks. Janem TWARDOWSKIM rozmawia Marian SCHMIDT

Jan Twardowski. Urodził się w roku 1915 w Warszawie. Studiował polonistykę w Uniwersytecie Warszawskim. Podczas wojny żołnierz AK, walczył w Powstaniu Warszawskim. W roku 1948 został księdzem katolickim. Duszpasterz w szkołach dla dzieci upośledzonych, rektor kościoła Sióstr Wizytek w Warszawie. Zmarł 18 stycznia 2006 w Warszawie.Debiutował w roku 1936 tomikiem wierszy „Powrót Andersena”, ale następną książkę wydał dopiero w roku 1959. Studia przerwane wojną ukończył w 1947 roku pracą magisterską „Godzina myśli. Juliusza Słowackiego” pisaną pod kierunkiem prof. Wacława Borowego. W czasie wojny był żołnierzem AK, uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. W 1945 roku podjął naukę na pierwszym, tajnym kursie Seminarium Duchownego w Warszawie, które ukończył w 1948 roku i 4 lipca przyjął święcenia kapłańskie. Był wikarym w Zbikowie przy tamtejszej Państwowej Szkole Specjalnej, w Warszawie (kościół św. Stanisława Kostki, Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i Wszystkich Świętych), a także prefektem w liceum Sowińskiego i szkole specjalnej w Pruszkowie. Jego najsłynniejsze tomiki to „Znaki ufności” (1970), „Niebieskie okulary” (1980), „Rachunek dla dorosłego”(1982), „Który stwarzasz jagody” (1983), „Nie przyszedłem pana nawracać” (1986), „Nie bój się kochać” (1991) oraz „Przed kapłaństwem klękami” (1996), „Przezroczystość. Wybór wierszy” (2001). Zmarł w Warszawie 18 stycznia 2006 roku. Prezentowana rozmowa ukazała się w „Naszej Rodzinie” – 6 (513) 1987, s. 24-27.

Jakie, zdaniem Księdza, są najważniejsze prawdy wiary chrześcijańskiej?

– Wydaje mi się, że są trzy zasadnicze prawdy wiary chrześcijańskiej. Pierwszą prawdą jest istnienie Pana Boga jako naszego Ojca. My wszyscy jesteśmy Jego dziećmi. Do naszego Ojca istniejącego i niewidzialnego, któremu można całkowicie zaufać, możemy się modlić, z Nim rozmawiać, zwierzać się Mu. Można Go kochać i tęsknić za Nim. Ten Bóg stał się człowiekiem w osobie Jezusa Chrystusa. Drugą prawdą jest obecność naszej duszy. To to, co w nas kocha, tęskni, modli się i rozmawia z Niewidzialnym. To to, co pozostaje wtedy, gdy odchodzimy z ziemskiego świata. W każdej chwili bowiem możemy opuścić ten świat i nie zabierzemy ze sobą ani telewizji, ani pieniędzy, ani samochodu, ani polisy ubezpieczeniowej – stajemy sami przed Bogiem. Nie trzeba więc tylko troszczyć się o ciało, ale tak samo o naszego ducha. Trzeba budzić tego ducha w sobie. Trzecią prawdą jest miłość jako najważniejsza wartość w życiu człowieka, jako odpowiedzialność, jako powołanie służenia drugiemu człowiekowi.

– Czy można mówić o religii jako o zespole wierzeń w siły nadprzyrodzone oraz o związanych z nim obrzędach czy praktykach zasad moralnych?

– Wydaje mi się, że religia jest czymś więcej niż gromadą wierzeń, dogmatów, przykazań, zasad moralnych i pobożnych praktyk. Jest ona mądrością wiary człowieka, jego zamyśleniem się nad tajemnicą życia. Na razie nasza wiedza nie jest w stanie tłumaczyć otaczającej nas rzeczywistości. Im więcej rozum ludzki poznaje, tym więcej powstaje nowych tajemnic. Stąd zawsze jest aktualna wiara, stale aktualny jest skok w świat wiary. Dla tego też wśród uczonych mamy również wielu ludzi wierzących, jak Newton, Pascal, Pasteur. Wiedza niekoniecznie może zmienić człowieka na lepsze. Na przykład, na pewno był wspaniałym inżynierem człowiek, który projektował piece do palenia ludzi w krematoriach, ale był barbarzyńcą. A wiara, jeśli jest prawdziwa, musi zmienić człowieka w kogoś lepszego.

– Czy istnieje tylko jedna prawdziwa religia?

– Znany trapista Thomas Merton urodzony we Francji i wychowany w Ameryce, autor książek „Posiew kontemplacji”, „Wybrałem milczenie”, „Sadzawka Siloe”, w pewnym okresie swego życia szukał wiary. Był on niewierzącym filozofem i estetą. Spotkał się z mnichem buddyjskim w Londynie. Powiedział mu, że chciałby znaleźć wiarę, może buddyjską – „może mi swoją wiarę przekażesz?” Ten jednak zapytał Mertona, z jakiej części świata pochodzi. Okazało się że z Europy. Odpowiedział mu mnich: „W takim razie najbliższa ci jest wiara chrześcijańska, taką ci wiarę sam Bóg podsunął, skoro urodziłeś się w kręgu tej kultury. Poznaj najpierw mistyków chrześcijańskich. Bóg powołując cię do życia w Europie, powołał cię równocześnie do wyznania, które tam jest najbardziej popularne. Zacznij od tego”. I podsunął mu Ewangelię i książkę Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Dodał: „Nie szukaj egzotyki, wybierz tę wiarę najbliższą, jaką ci Bóg podał”.

– Jaka jest różnica pomiędzy buddyzmem a chrześcijaństwem?

– Różnica jest bardzo wielka. Chociaż nie jestem znawcą buddyzmu spróbuję powiedzieć, na czym polega ta różnica. Buddyzm nie ma jasnego pojęcia Pana Boga, raczej uznaje tajemnicę bytu. Jeśli Bóg jest, to jest bezosobowy. Człowiek również po wielu bytach, po wielu swoich istnieniach zatraca się w Bóstwie. Tymczasem chrześcijaństwo głosi, że Bóg stał się człowiekiem i człowieczeństwo Chrystusa nie zatraciło się w Bóstwie. Głosi, że człowiek po śmierci zachowuje swoją indywidualność. Dzięki niezatraconej indywidualności duszy, po śmierci możemy spotykać najbliższych naszych krewnych. Stąd pochodzi w chrześcijaństwie modlitwa w intencji zmarłych i jest ona bardzo popularna i bardzo żywa.

– Czy modlitwa za zmarłych od dawna znajduje się w oficjalnych modłach Kościoła?

– W najstarszych kanonach Mszy świętej modlimy się za tych, co odeszli od nas i śpią w pokoju, a dopiero w XIII wieku pojawia się modlitwa w intencji duszy człowieka, który zmarł.

– Co Ksiądz sądzi o podziale człowieka na duszę i ciało, podziale dokonanym przez filozofów hellenistycznych?

– Wydaje mi się, że człowiek jest czymś więcej niż ciało i czymś więcej niż świadomość. Bo człowiek może stracić świadomość, a dalej żyć jako człowiek. I człowiek jest czymś więcej niż tylko połączenie ciała i ducha. Przy tym podziale zatraca się tajemnica samego człowieka. W chwili śmierci wymyka się on naszym oczom, przechodzi w inny wymiar, odchodzi cały, jako duchowy człowiek. Ale to także jest częścią tajemnicy. Człowieka podobnie jak i Boga nie wymyśliliśmy sobie sami, więc nie możemy pojąć ani człowieka, ani Boga.

– Jak Ksiądz jako poeta wyobraża sobie tajemnicę Trójcy Świętej?

– Jest to tajemnica wewnętrznego życia Boga. Gdyby Bóg nie był w Trójcy, byłby wspaniałym egoistą. Tymczasem w Bogu jest ciągłe krążenie miłości. Ojciec kocha Syna, Syn kocha Ojca. Jeden od drugiego bierze i wszystko mu daje. I to ciągłe oddawanie siebie i branie, ta wzajemna miłość jest jednocześnie Duchem Świętym. To jest miłość dynamiczna, nie statyczna. Trójca w jakiś metaforyczny sposób chce wyrazić tajemnicę krążenia miłości od jednej osoby do drugiej. To mi przypomina rodzinę kochającą się. Jest ojciec, matka i dziecko. I miłość krąży między tymi trzema osobami. Ale tego ani człowiek nie wymyślił, ani tego nie zrozumie.

– Co Ksiądz sądzi o Królestwie Niebieskim?

– Pan Jezus mówił o Królestwie Niebieskim, to znaczy niewidzialnym. Nie chodzi tu jednak o królestwo w obłokach, ale o królestwo na naszej ziemi. Tu gdzie żyjemy, to królestwo ma inny wymiar: składa się ono z ludzi szlachetnych, żyjących dobrocią, miłością, ofiarą, poświęceniem. Tutaj, na naszej ziemi, jest już piekło i niebo. Ludzie, którzy żyją nienawiścią, złością, grzechami, już są w piekle. Natomiast są ludzie, którzy już na ziemi są w raju, są oni szczęśliwi, pomimo doznawanych cierpień takich jak bieda lub śmierć bliskiego im człowieka. Cierpienie i szczęście nie są pojęciami wykluczającymi się wzajemnie. Ciekawe, że Kościół, który wylicza całe orszaki świętych nie wymienia żadnego potępionego. Tak jakby piekło było niezaludnione. Nieraz mówimy o Judaszu, jako o człowieku, który sprzedał Pana Jezusa za srebrniki i był karierowiczem. Ale można i bronić Judasza, bo on wierzył, że Jezus jest mesjaszem politycznym, że stworzy wielkie, potężne państwo izraelskie. Gdy zauważył, że Jezus nie okazuje swojej siły, chciał Go sprowokować. Można przypuszczać, że sprzedał Jezusa po to, by wreszcie On użył swej mocy, pokonał Rzymian i stworzył wielkie państwo. Bo gdyby tylko dla pieniędzy Judasz to zrobił, to by tych pieniędzy potem nie wyrzucił. Zresztą, pieniądze wziął bardzo niewielkie. Więc też można bronić tego najbardziej potępianego w opinii ludzkiej człowieka, jako że po prostu omylił się wierząc, że Jezus jest mesjaszem politycznym i tryumfującym na ziemi.

– Ksiądz uważa więc, że niebo i piekło są raczej tutaj na ziemi, a nie po śmierci.

– To wszystko jest chyba w jednej rzeczy­wistości. Bo nie możemy wydobyć się poza pojęcia czasu i dlatego odkładamy na potem nasze życie po śmierci. Tymczasem jeśli wyjdziemy poza czas, to wszystko znajduje się – przy nas.

– Czy rozłam chrześcijaństwa jest zjawiskiem negatywnym?

– Niektórzy uważają, że rozłam chrześcijaństwa jest dramatem, wielką raną. Mnie się jednak wydaje, że nie spory dotyczące dogmatów, ale względy kultury i polityki zadecydowały o rozłamach. A więc Wschód, bizantynizm, duch Rosji nigdy nie mogły się pogodzić z kulturą Zachodu i z rządzącym tam Kościołem. Również i Niemcy ze swoim hymnem „Niemcy, Niemcy ponad wszystko” też nie bardzo mogli pogodzić się z autorytetem papieża mieszkającego we Włoszech. I stąd chyba te wszystkie podziały, które miały w gruncie rzeczy charakter politycznych sporów. Obecnie marzymy o ekumenii, o złączeniu całego chrześcijaństwa. Ale ten podział chrześcijaństwa, który wydaje się być wielkim dramatem, jednocześnie był dobry w tym sensie, że rywalizacja tych wszystkich odłamów pogłębia naukę, teologię, poznawanie Pisma świętego. Tak że zawdzięczamy tym sporom bardzo wiele subtelnych opracowań i pogłębienie prawd teologicznych.

– Czy obecnie Kościół przeżywa kryzys?

– Niektórzy mówią o kryzysie Kościoła w świecie. Wydaje mi się, że raczej można mówić o kryzysie duchowieństwa, kleru, powołań kapłańskich i zakonnych na Zachodzie. Ale rośnie laikat. Jest coraz więcej ludzi świeckich, którzy angażują się w studiowanie teologii, czego przedtem nie było. Moim zdaniem to jest przyszłość Kościoła.

– To znaczy, że świeccy nie tylko uczestniczą w studium teologii, ale również w życiu samego Kościoła.

– Tak w samym Kościele. Bo dawniej Kościołem był właściwie kler: papież, biskupi, kapłani. A obecnie Kościołem katolickim są chrześcijanie. I może częściową rolę mają odegrać sami duchowni.

– Jak wygląda udział świeckich w Kościele w Polsce?

– Świeccy w Polsce mogą głosić kazania, prowadzić rekolekcje – co kilkanaście lat temu było niedopuszczalne. W Warszawie, w parafii Świętego Jakuba, na przykład, rekolekcje dla młodzieży prowadzą ludzie świeccy. Mogą uczyć religii. Zresztą sami uczą się teologii i uzyskują stopnie naukowe, nawet doktoraty w tej dziedzinie.

– Co Ksiądz sądzi o obecnych próbach racjonalnego tłumaczenia wiary?

– To, co powiem, nie będzie wypowiedzią teologa, lecz człowieka, który pisze wiersze i utrzymuje duży kontakt z młodzieżą. Spotkałem się z wykładem jednego z sekciarzy znanych na Zachodzie. Tak, tak ateista, który tłumaczy, że nie ma tajemnic, bo wszystko można pojąć rozumem, a jeżeli człowiek nie pojmuje, to do pewnego czasu, bo kiedyś wreszcie pozna, to co nieznane, tak i ten twórca sekty głosi, że rozumem można pojąć wszystkie tajemnice Pana Boga. A więc tłumaczył takie problemy: dlaczego zło, dlaczego cierpienie itp. Wydaje mi się, że gdyby człowiek mógł sobie Boga wymyślić, to mógłby zrozumieć Go jak maszynę, rozłożyć na części i po kolei wszystkie te części tłumaczyć. Tymczasem Bóg jest bytem po ludzku nielogicznym, jest przez człowieka niestworzonym, jest ponad nami i dla tego wszystkie tajemnice o Bogu są możliwe. Tajemnica Trójcy Świętej, tajemnica wcielenia, że Bóg stał się człowiekiem, tajemnica Eucharystii, że przyjmujemy Chrystusa, tajemnica wiecznego szczęścia w niebie, wszystko to są rzeczy absurdalne. Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Bóg jest przez człowieka niewymyślony, jest bytem ponadludzkim, a nie tworem rozumu, wtedy to wszystko jest do przyjęcia. Dlatego też Kościół w Europie, który był tak bardzo błyskotliwy, przez który prze szło tylu wielkich filozofów, fizyków, matematyków, nie boi się głosić prawd tak fantastycznie po ludzku absurdalnych, jak na przykład prawdy, że Bóg jest jeden ale w trzech Osobach oraz że Bóg stał się człowiekiem. Bo w tych tajemnicach tkwi jakiś ogromny podziw wobec niezwykłości Boga, który nie mieści się w naszym umyśle. Natomiast obecnie istnieją próby racjonalnego tłumaczenia wiary i wydaje się twórcom tych usiłowań, że w ten sposób pozyskają sobie człowieka, że go pozyskają przez to, że przedstawią wiarę tak, iż każdy człowiek jest w stanie ją zrozumieć. Na przykład tajemnicę zła usiłuje się wyjaśnić instynktem zwierzęcym. Człowiek ma wiele takich instynktów, a jeżeli opanuje zwierzęcość, nikomu już bólu nie będzie zadawał. Cierpienie wyjaśnia się faktem, że medycyna nie rozwinęła się dostatecznie. Gdy się rozwinie, nie będzie chorób ani śmierci. Wszystkie jednak te próby racjonalizowania wiary omijają Boga i samo życie. Rozum i wiara są równoległe, i sobie nawzajem nie przeszkadzają. Dlatego uczony poznaje, a w miarę poznania zdaje sobie sprawę, że więcej nie wie. Przez poszukiwania może on doznać olśnienia rzeczywistości, której nie może zgłębić rozumem. Więc zawsze jest aktualny moment wiary. Tylko trzeba zaryzykować, wiara bowiem to skok w ciemność. To nie wiedza udowadnia mi Boga, tylko wiedza dochodzi do tego momentu, gdzie jest bezsilna. To, co mnie przerasta jest cudem. Mówimy: „Boże co to za śmierć”, ale czym jest samo życie. Życie jest tak wielką tajemnicą, że śmierć jest mniejszą, bo śmierć tylko wprowadza w nowe życie.

– Gdzie mieści się sztuka w naszym życiu?

– Prawdziwy artysta nigdy niczego do końca nie dopowiada. Wielka sztuka zawsze stawia człowieka przed czymś niedokończonym. Bóg jako największy artysta nie dopowiedział pewnych rzeczy do końca. Dzięki temu istnieje niesłychany urok życia: jest miejsce na niepoznanie, na niewidzialne. Wszelka próba usuwania tych niedomówień jest zubożaniem życia. Jeżeli jestem na koncercie, nie potrafię tego koncertu racjonalnie wytłumaczyć, jestem wstrząśnięty, coś przeżywam, dotykam niewidzialnego. Artysta coś przenosi z tamtej rzeczywistości na tą. Prawdziwie mądry człowiek zna granice swojej ludzkiej logiki. Nie może on posługiwać się tą logiką w innych wymiarach. I na tym polega mądrość.

* * *

Wywiad z księdzem Janem TWARDOWSKIM wydaje się być raczej zapisem przyjacielskiej rozmowy, w której Ksiądz stara się w sposób szczery odpowiedzieć na problemy, jakie nękają jego rozmówcę. Z tego powodu można mieć wrażenie, że cała rozmowa jest trochę poszarpana, problemy nie wynikają jedne z drugich i nie tworzą zwartej całości. Jednak właśnie w takiej formie ujawnia się sylwetka księdza Twardowskiego i jego sposób, nie tyle widzenia, co odczuwania rzeczywistości, której dotyka poprzez problemy stawiane mu przez rozmawiającego z nim człowieka. W gruncie rzeczy, nie tyle problemy są tu najważniejsze, ale człowiek, którego one drążą. Ksiądz stara się wyjaśnić, ale tylko do pewnej granicy i okazuje się zachwycająco bezsilny wówczas, gdy uderza w mur tajemnicy. Nie usiłuje go przekroczyć, ominąć czy przebić, lecz poddaje się jego fascynującemu działaniu. „Nie przyszedłem pana nawracać” – to tytuł jednego z wierszy Jana Twardowskiego. Ileż szczerej prawdy w tym stwierdzeniu: nawrócenie to podziw dla tajemnicy, a nie podskoki człowieka, któremu się wydaje, że wszystko wie. Twardowski jest poetą, ale tylko człowiekiem, choć wciąż zachwyconym spotkaniem z Niewidzialnym.

Archiwum / Recogito, nr 40 (maj-czerwiec 2006)