
8 września, w dzień Narodzenia Najświętszej Panienki, trzech pallotyńskich kleryków z Wybrzeża Kości Słoniowej odnowiło w Ołtarzewie swoją czasową konsekrację (czyniąc to wyraźną i poprawną polszczyzną). Tego samego dnia w naszym domu formacyjnym w Abidżanie (Wybrzeże Kości Słoniowej) siedmiu innych kleryków złożyło pierwszą konsekrację, a czternastu kolejnych ponowiło swoje przyrzeczenia w Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego.
Polskie seminaria pustoszeją. Niektóre z nich zostały już zamknięte lub połączone. W 2026 roku wyświęcono nad Wisłą 196 księży, czyli aż o 205 mniej niż w 2013 roku. Dlatego polskie diecezje i zgromadzenia zakonne coraz częściej przyjmują pod swoje dachy księży i kleryków „skądinąd”, najczęściej z Afryki i Azji.
Ponieważ większość z nich pochodzi z kontynentu afrykańskiego, warto przy tej okazji przyjrzeć się kwestii semantycznej, która cichym głosem mówi to, czego nasze usta już nie formułują – przynajmniej publicznie. W ich przypadku mówi się ogólnie o „księżach afrykańskich”. Czy to jednak wystarczy?
Jako były misjonarz w kilku krajach afrykańskich uważam, że powinniśmy bardziej otworzyć umysły na subtelność i różnorodność kultur. Afrykanin, który w przeszłości w niewielkim stopniu decydował o kształcie swoich granic, zostaje odgórnie przypisany do ogromnej masy. Od Rwandy po Benin, od Dżibuti po Kongo, od Kenii po Mali – mówi się już tylko o „Afrykańczykach”. A przecież każdy z nich – Rwandyjczyk, Kameruńczyk, Kongijczyk czy Iworyjczyk – reprezentuje własną, unikalną kulturę.
Podobnie bywało w Afryce, gdy każdego białego człowieka nazywano „Muzungu”. Gdy w 1984 roku przybyłem do Rwandy, nie raz słyszałem wołające za mną dzieci: „Muzungu!”. Kiedyś pewna mama skarciła swojego malucha, który biegł za mną z tym okrzykiem, dając mu klapsa (wiadomo gdzie) i pouczając: „To nie Muzungu, tylko Padri (ksiądz)”.
A propos pojęcia „Muzungu” – z założenia nie jest ono słowem pejoratywnym ani obelżywym, jednak jego ostateczny odbiór zawsze zależy od kontekstu, intencji mówiącego oraz tonu wypowiedzi. Słowo to wywodzi się z języków bantu (głównie z suahili). Jego źródłosłów wiąże się z rdzeniem –zungu, który oznacza „wędrować” lub „krążyć w kółko”. Pierwotnie określano tak wędrowców, kupców i odkrywców. Ponieważ pierwsi europejscy misjonarze w XIX wieku nieustannie przemieszczali się po kontynencie, lokalna ludność zaczęła ich tak nazywać. Z czasem znaczenie słowa rozszerzyło się na każdego „białego człowieka”, choć mianem „Muzungu” określa się aktualnie także bogatych i wpływowych Afrykańczyków, ponieważ słowo to stało się synonimem zamożności, prestiżu i wyższego statusu społecznego.
Oczywiście może ono zostać użyte również z niechęcią w kontekście politycznym lub społecznym, aby podkreślić kolonialną przeszłość czy brak zrozumienia lokalnej kultury przez przybysza.
Tak czy inaczej, wiele zgromadzeń zakonnych (w tym pallotyni) oraz niektóre diecezje, w obliczu głębokiego kryzysu powołań w Polsce, puka coraz częściej do drzwi krajów afrykańskich, nawiązując współpracę z tamtejszymi biskupami. Mechanizm ten często polega na tym, że polska strona finansuje kształcenie kleryków, a oni w zamian – po przyjęciu święceń – zobowiązują się do posługi w polskich parafiach przez określony czas. Choć zjawisko to wciąż ma charakter początkowy i nie występuje na masową skalę, dla wielu mniejszych diecezji borykających się z brakami personalnymi staje się jedynym sposobem na uniknięcie masowego łączenia parafii.
Doskonałym przykładem jest tutaj Wyższe Seminarium Duchowne w Kielcach, gdzie od 2022 roku studiują (w języku polskim) klerycy z Angoli oraz Republiki Środkowoafrykańskiej. Podobnie jest w diecezji ełckiej, gdzie od 2023 roku teologię zgłębiają alumni z Togo i Ghany. Po otrzymaniu święceń kapłańskich mają posługiwać w diecezji ełckiej przez przynajmniej dziesięć lat. Kleryków z Afryki i Azji studiujących obecnie w Polsce, można też spotkać w seminariach takich zgromadzeń jak werbiści, salwatorianie, franciszkanie, oblaci, paulini i pallotyni.
Semantyka, od której zacząłem mój felieton, ma ogromne znaczenie, bo to język kształtuje naszą gościnność i wrażliwość. Zamiast więc mówić ogólnie o księżach i klerykach „skądinąd” lub z Afryki, zacznijmy witać w naszych seminariach i parafiach konkretnych Togijczyków, Kongijczyków czy Iworyjczyków, ucząc się od nich nowego wymiaru powszechności Kościoła.
Stanisław STAWICKI
Ks. Stanisław Stawicki. Pallotyn. Urodził się w 1956 roku w Kowalu. Przez wiele lat pracował na misjach w Rwandzie, Kamerunie, Kongo i Wybrzeżu Kości Słoniowej. Sześć lat spędził w Rzymie. Równie sześć w Paryżu, gdzie w 2003 roku na Wydziale Teologicznym jezuickiego Centre Sèvres obronił pracę doktorską Współdziałanie. Pasja życia. Życie i sposób życia Wincentego Pallottiego (1795-1850). W sierpniu 2021 powrócił do Paryża, gdzie do września 2024 roku pracował jako proboszcz parafii Świętych Jakuba i Krzysztofa w XIX dzielnicy zwanej „La Villette”. Obecnie pełni funkcję ojca duchownego i wykładowcy w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie koło Warszawy. Jest autorem trzech pozycji książkowych w języku polskim: Sześć dni. Rekolekcje z Don Vincenzo (Apostolicum, Ząbki 2011), Okruchy pallotyńskie na dzień dobry i dobranoc (Apostolicum, Ząbki 2017) oraz Okruchy pallotyńskie znad Tybru (Apostolicum, Ząbki 2021).
Recogito, rok XXVII, wrzesień 2026
