Rozmowy z umarłymi (61)

Ludwik Lewin w mieszkaniu Artura Majki (Paryż, 2015) © Zbigniew Jankowski

„Miałem 11, a może 12 lat, kiedy dowiedziałem się, że przed śmiercią należy wypowiedzieć zdanie Szema Israel – Słuchaj Izraelu” – pisał Ludwik Lewin do grudniowego numeru „Słowa Żydowskiego” z 2021 roku. I od razu dodawał, iż na wszelki wypadek, gdyby przyszło mu odejść z tego świata we śnie, szeptał co wieczór przed pójściem do łóżka Szema Israel.

Ktokolwiek miał z Ludwikiem bliższy kontakt, od dłuższego czasu zdawał sobie sprawę, że szansa na wyzdrowienie maleje z tygodnia na tydzień, a w kwietniu i na początku maja 2022 – trudno było nie dostrzec, że jego stan pogarsza się z dnia na dzień i trzeba liczyć się najgorszym. On sam też nie należał do tych, którzy lubią siebie oszukiwać.

„Tej nocy umarł w Paryżu Ludwik Lewin. Znaliśmy się, z dłuższymi i krótszymi przerwami ponad pół wieku. Studiowaliśmy razem w Szkole Filmowej w Łodzi. Ludwik studiów nie ukończył, bo zdecydował się na emigrację z powodu haniebnego Marca ’68. Był dziennikarzem, pisarzem, poetą. Nie był pieszczochem losu. Krył się w cieniu, choć pewnie zaplanował, że będzie chodzić po słonecznej stronie ulicy. Był człowiekiem godnym i osobnym. Miał mądre, ironiczne poczucie humoru, a także dystans do świata i do siebie. Byliśmy różni, mieliśmy różne poglądy. Czasem spieraliśmy się, ale nigdy poważnie. Był przyjacielem. Już mi go brakuje” – napisał 9 maja w swym pośmiertnym wspomnieniu Andrzej Titkow.

Pogrzeb Ludwika Lewina (Pantin, 2022) ©.Artur Majka

Association de la Presse Étrangère en France, zaliczając Ludwika Lewina do wybitnych dziennikarzy, składając kondolencje żonie Małgorzacie informowało, że pogrzeb odbędzie się w piątek 13 maja na cmentarzu w Pantin pod Paryżem. Dziennikarskie stowarzyszenie „opłakując śmierć przyjaciela i kolegi” przypomniało, że urodził się 12 sierpnia 1944 roku w Namanganie (obecnie stolica Uzbekistanu). Jego ojciec Stanisław był inżynierem ceramiki i zajmował się ekonometrią, zaś matka Sabina, z domu Zylberberg, była historyczką pedagogii. Rodzicom w 1946 udało się przedostać z ZSRR do Polski. On ukończył filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował jako fotoreporter dla agencji Keystone i czasopism „Live” oraz „Startegies”. Relacjonował z Pragi inwazję wojsk sowieckich na Czechosłowację. Powrócił do Pragi w styczniu 1969 roku po śmierci Jana Palacha, który podpalił się w proteście przeciwko brutalnej agresji. Od 1969 do 1985 związał się z Radio France Internationale, zaś w latach 1986-1990 z polską sekcją BBC, by następnie 15 lat być korespondentem BBC w Paryżu. Razem z Esterą Korn wyreżyserował krótkometrażowe filmy fabularne Personalize Your Environment (1971) i L’etape (1972). Współpracował z wydawnictwami emigracyjnymi (1981-1989) oraz Video Kontakt Mirosława Chojeckiego (1985-1990). Pracował też dla „Życia Warszawy” i „Gazety Wyborczej” oraz Polskiej Agencji Prasowej (PAP). Był korespondentem wojennym w Izraelu podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej oraz w Jugosławii (sierpień 1991 i grudzień 1992). Swoje teksty publikował także w prasie francuskiej, m.in. w gazetach „Le Monde” i „Le Progrès”, oraz we francusko-żydowskim miesięczniku „Passages”. Wypadałoby dodać, iż w ostatnich latach pisał felietony dla ukazującego się w Warszawie dwujęzycznego „Słowa Żydowskiego” (jid. דאָס ייִדישע וואָרט Dos Jidisze Wort). Wydał książki: Punkitudes (wraz z Jean-Dominique’em Brierre, w języku francuskim, w roku 1978), Paryż za dwa Ludwikiprzewodnik po Paryżu cieni i smaków (z Ludwikiem Stommą, 1995), Podróż po stołach Francji (2001), Ucieczka z Egiptu (2004), Syzyf & ska (2007),  Kiedy rano jadę osiemnastką (2019).  W 2005 roku powstał o Ludwiku Lewinie dokument Krzysztofa Kownasa Moje światy. Od lat dzielił swoje uczucia pomiędzy Stany Zjednoczone, Wielką Brytanią i Izrael. Albowiem najstarszego syna los rzucił do Seattle, córka Anna zamieszkała w Londynie, zaś Aleksandra – w Tel Awiwie.

Niełatwo mówić o Ludwiku nie tyle w czasie przeszłym, bo nie da się wymazać z pamięci dziesiątek, jeśli nie setek rozmów, spotkań, wspólnych przedsięwzięć, co ze świadomością, iż nie będzie można skorzystać z jego wiedzy i życzliwości. Jak i z przenikliwości. Intelektualnej uczciwości. Rozmawiając z nim, czytając jego teksty, słuchając go w radiu i oglądając na ekranie telewizora czy komputera, szybko można było się przekonać, że wychodzi poza sztampy i schematy. I że nie uznaje żadnej drogi na skróty, a jednocześnie – że potrafi w klarowny i prosty sposób tłumaczyć najbardziej skomplikowane sprawy. Na wszystko prawie, czym się zajmował, potrafił spojrzeć „od kuchni”, nie zajmując tym swoich słuchaczy czy widzów. Na światowych kuchniach i trunkach, ale również na historii czy topografii Paryża, Londynu i Warszawy – znał się jak mało kto.

Pisał nie tylko do gazet i poważnych periodyków, wydając jednocześnie kolejne, znakomicie napisane książki. Pisał o życiu i o sobie, o najbliższych i o tych, których najbardziej cenił. Pisał nade wszystko wiersze. Pisząc o innych dotykał sedna. Nieobojętna była mu wszelkiego typu twórczość. Nie uciekał przed najtrudniejszymi wyzwaniami. Potrafił stawiać odważne pytania i skłaniać do myślenia.

Tak się złożyło, że kilka godzin przed otrzymaniem, w niewielkim odstępie czasu, żałobnej wiadomości zarazem  z Paryża i z Łodzi, w pociągu między Bremą a Rotenburgiem, w podróży przez Dolną Saksonię towarzyszyły mi rozważania Ludwika o zwyczajach żałobnych „na ziemskim padole”, o drodze w zaświaty, o wyobrażeniach „drugiego” świata, o Golemie Maharala z Pragi i Dybuku Andrzeja Barta. Trudno było przewidzieć, że niemal dwanaście godzin później pojawi się pytanie Andrzeja – „Wiesz już o Ludwiku?” – jakie nie pozostawiało miejsca na domysły.

Ludwik Lewin i Andrzej Bart przed domem, w którym mieszkał Marek Rudnicki (Paryż, 2019) ©.Renata Pajchel / Archiwum prywatne

Ludwik pisząc o Dybuku mniemanym Barta i łącząc książkę przyjaciela z żydowskimi zwyczajami, jak i podejściem filozofów i artystów do dawnych przekazów, podkreślał, iż tworząc „postacie z krwi i kości”, stawiając im rękopiśmiennicze pomniki, pisarz nie zanudza „wystawioną na pokaz erudycją”, lecz jego dzieła są pokłosiem głębokiej refleksji – jak i wyrafinowaną próbą uporania się z upiorami przeszłości i teraźniejszości.

Ktokolwiek czytał książki Barta, jak i oglądał jego filmy, kto zna dokonania Lewina, a do tego miał szczęście słuchać jednego i drugiego – tak razem, jak i osobno – ten chyba nie miałby wątpliwości, że i dla Andrzeja, i dla Ludwika liczyły się zawsze wielkie wyzwania.  Andrzej Bart zapewne by się zgodził, że Ludwik – potrafiący skupić uwagę wielu słuchaczy i czytelników – nie czynił niczego na pokaz. Umiał posługiwać się, tak swoją wiedzą jak i doświadczeniem, jak nietuzinkowy, wyjątkowy komentator zdarzeń i zjawisk, jakim częstokroć przyglądał się z bliska, nie tracąc ani na moment potrzebnego dystansu. A to profesjonalizm najwyższej próby.

„Mówi Tanach, że nie wolno chodzić do czarowników, ale – zawsze potrafimy zrobić lekki skok w bok – nie chodzi tu przecież o czary, ale dobroczynne praktyki” – pisał Ludwik Lewin dla „Dos Jidisze Wort”, broniąc jednocześnie centralnego charakteru żydowskiego monoteizmu. Warto było chodzić do Ludwika, który potrafił porywać i oczarowywać swoim słowem, a jednocześnie sprowadzać na ziemię. Tych, chroniących od złych uroków spotkań z Ludwikiem będzie brakować najbardziej.

13/05/2022

Marek WITTBROT

Marek Wittbrot – w latach 1991-1999 prowadził „Naszą Rodzinę”, obecnie zaś jest redaktorem „Recogito”.

Recogito, rok XXII, maj 2022