W kręgu świecy – i inne wiersze

Krzemieniec w zimowej szacie  (2025) © Jan Skłodowski

W kręgu świecy

Anielską postać miało
wszystko co z jego Krzemieńca:
wzgórza i w koliach latarń ulice,
rozliczne jary, a nad nimi domy.

Oblicze matki, źródło żywe
wielkiej tęsknoty.
Jej głos się łączył z kolędami 
gdy pierwsza gwiazda zajaśniała
nad śnieżną szatą Górą Bony.

                      2

Ach, domy dzieciństwa utracone
pełne cudownych głosów
bo najbliższych ….trwają w nas
także – „gdy się Chrystus rodzi”

W kręgach świecy się jawią
tamte chwile – przypomnieniem
opłatki – twarze – i życzenia 
zwiewnych postaci z przeszłości.


Zimowy wertep

W białej ciszy zastygłe miasto,
całe welonem śniegu otoczone.
I tylko w pustce kruk czasem
zakracze, to z gęstych tarnin
zając pryśnie skrzypieniem
kroków nagle przepłoszony.

Cień kształty wciąż przemienia
w teatrze tym zimowym, bo
tylko cieniem chwilę tutaj jestem
pośród tajemnic niezgłębionych.    

Wśród blasku myśli o wertepach
i o kolędnikach, którzy ścieżkami 
tymi dawniej z wieścią przeszli.
Z pieśnią i z gwiazdą kołującą,
z niedźwiedziem i z turoniem.


Przy herbacie

W długie wieczory zimowe
herbata z ziół z Krzemieńca
ma zapach kadzidlany.
Z bujnych łąk nadikwiańskich       
albo w ogrodach Bessera 
zbieranych często o  świcie.

Wonny eliksir tamtej ziemi 
grzeje serce, rozchyla 
wyobraźnię ku tym światom
bliskim, a dalekim. 
Poruszającym struny pieśni
dawnych i współczesnych.

Tak wiele dróg tam wiedzie
i tyle świetnych piór i modlitw
od dziejów naszych zarania.

Spotkań i rozmów nagle błyska 
niby słońca promienie gdy 
o świcie lecą i przenikają   
drżącym złotem  przestrzeń.

 

Czas kolęd 

Skały Dziewicze całe oblodzone, 
nad jaskiniami sople wiszą.
Słońce przemienia je w ozdoby
wybłyskujące pośród  sosen.
I niby na choinkach w domach 
drżeniem lampki oczy cieszą

Pod kopułami świątyń i wieżami,
wzdłuż ulic w jarach zanurzonych
kolędy płyną – te klejnoty wiary,
wielkie bogactwo ducha objawione.

O swej miłości do tych kolęd pisał
wygnaniec na paryskim bruku
przynosząc z miasta nad Sekwaną
rozgwary, krzyki, szumy, stuki. 

Mariusz OLBROMSKI

Wertepem na Wołyniu nazywano przenośny teatr lalkowy o charakterze religijno-ludowym

Mariusz Olbromski (1955-). Urodził się w Lubaczowie. Polonista, filolog klasyczny, muzealnik, poeta i prozaik. Członek Warszawskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. Jego utwory były publikowane we wszystkich czołowych czasopismach literackich w Polsce, prezentowane w programach I i II PR, w wielu rozgłośniach lokalnych, a także poza granicami kraju. Autor ponad dwudziestu kilku książek poetyckich i prozatorskich; ostatnio opublikował:  Na szlaku dialogu  (2020), Cień Norwida (2021), Kresowa bałagulka (2020/23), Lwów Stanisława Lema (2022). Jego wiersze z tomu  Powroty do Krzemieńca  (wydanie bilingwiczne, Rzeszów 2017) przełożyła na język ukraiński prof. Walentyna Sobol. Orędownik budowania porozumienia i współpracy, szczególnie między środowiskami intelektualistów polskich i ukraińskich. Pomysłodawca i współorganizator „Dialogu Dwóch Kultur” – ponad dwudziestu kilku edycji corocznych spotkań pisarzy i naukowców ukraińskich i polskich w Muzeum Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu oraz w Drohobyczu, a w Polsce – w Przemyślu, Warszawie, Stawisku. Redaktor, m.in. ukazującego się od lat w języku polskim i ukraińskim rocznika pod tym samym tytułem oraz „Rocznika Lwowskiego” i „Nowego Kuriera Galicyjskiego” wydawanego we Lwowie.

Recogito, rok XXVI, grudzień 2025