Cud nad Sekwaną

Leon XIV na Stade de France (Saint-Denis, 2026) ©  Diocèse de Paris

Cztery dni papieskiej rewolucji nad Sekwaną dobiegły końca, a Francuzi – zamiast wrócić do swoich tradycyjnych, politycznych kłótni – wciąż przecierają oczy ze zdumienia.

Dla nas, Polaków, widok wielomilionowych tłumów wiwatujących na cześć papieża to niemal element narodowego kodu genetycznego. Wychowani na wspomnieniach o pielgrzymkach Jana Pawła II, traktujemy to jako coś oczywistego. Dlatego, gdy rozentuzjazmowany dzieliłem się „tu i tam” informacjami z papieskiej wizyty nad Sekwaną, niektórzy kwitowali mnie lekkim uśmiechem.

Wcale się nie dziwię, bo wizyta papieża Leona XIV w dniach 25-28 września pozostawiła samych Francuzów w stanie trudnego do wyjaśnienia, zbiorowego uniesienia. I nie mówię tu wyłącznie o garstce wiernych z prowincji, którzy o czwartej rano ruszyli autokarami, by potem przez długie godziny gnieździć się na paryskim bruku. Prawdziwy cud wydarzył się gdzie indziej: w sercach tych, którzy z Kościołem od dawna nie mają nic wspólnego.

Kiedy znane dziennikarki i zdeklarowani ateiści wyznają w mediach, że płakali ze wzruszenia, patrząc na tłumy młodzieży na Stade de France, wiemy, że wydarzyło się coś niezwykłego. Okazuje się, że w laickiej do szpiku kości Francji, gdzie co drugi obywatel nie wyznaje żadnej religii, narodziła się nagle ogromna tęsknota za sensem i jednością. Ponad milion ludzi na ulicach udowodniło, że Papież potrafi dotknąć czegoś uniwersalnego. Przyniósł nadzieję tam, gdzie na co dzień króluje społeczny pesymizm i lęk przed utratą tożsamości.

Dla coraz bardziej sekularyzującej się Polski, to również ciekawa lekcja. Okazuje się bowiem, że sekularyzacja nie musi oznaczać pustki, a jedynie głód, który w odpowiednim momencie potrafi wybuchnąć niesamowitą energią.

Kardynał Jean-Marc Aveline, arcybiskup Marsylii i przewodniczący francuskiego episkopatu, nazwał tę wizytę „prezentem”. A z prezentami, jak wiemy, bywa różnie – można je schować na dno szuflady albo zacząć z nich mądrze korzystać. Dlatego nad Sekwaną pytają teraz, czy Francuzi schowają ten prezent na dno szuflady, wracając do swoich codziennych sporów, czy też wykorzystają go do głębokiej przemiany. My, z perspektywy naszych polskich doświadczeń, wiemy, jak trudne to zadanie. Prawdziwym owocem tych czterech dni nie będą przecież słupki oglądalności w telewizji TF1, ale to, co z francuskiego entuzjazmu zostanie, gdy zamilkną już okrzyki „Vive le Pape!”.

Karol Mossakowski ©  Archiwum prywatne / Stanisław Stawicki

I jeszcze jedno. Dla polskiego katolika, przyzwyczajonego do tradycyjnego duszpasterstwa, sytuacja religijna we Francji może wydawać się egzotyczna. Kraj ten przeżywa obecnie prawdziwy „boom katechumenalny”. Co ciekawe, Francuzi nawracają się zupełnie inaczej niż my. Poza nagłymi doświadczeniami duchowymi, kluczową rolę w ich drodze do Boga odgrywa… zachwyt nad sztuką, muzyką i architekturą sakralną. To właśnie to „ewangelizacyjne piękno” stało się też motywem przewodnim wizyty papieża Leona XIV. Watykan przygotował nawet specjalną cyfrową ścieżkę dźwiękową na Spotify, w której arcydzieła francuskiej muzyki (od średniowiecza po XX wiek) komentowały kolejne etapy podróży – od Paryża, przez Lourdes, aż po Metz.

Dla nas, Polaków, najbardziej dumny moment tej pielgrzymki miał miejsce 26 września na Place de la Concorde w Paryżu, gdyż głównym architektem muzycznym gigantycznej mszy świętej dla 800 tysięcy wiernych był Karol Mossakowski – wybitny polski wirtuoz i tytularny organista paryskiego kościoła Saint-Sulpice. Nasz rodak nie tylko zagrał na organach, ale zaaranżował oprawę całej liturgii towarzysząc potężnemu, liczącemu aż 2000 osób chórowi, reprezentującemu wszystkie francuskie diecezje. To wszystko powinno otworzyć oczy na zupełnie nowe oblicze Kościoła: takiego, który w zsekularyzowanym świecie nie szuka pustej retoryki, ale potrafi budzić wiarę poprzez uniwersalny język wielkiej sztuki.

Stanisław STAWICKI

Ks. Stanisław Stawicki. Pallotyn. Urodził się w 1956 roku w Kowalu. Przez wiele lat pracował na misjach w Rwandzie, Kamerunie, Kongo i Wybrzeżu Kości Słoniowej. Sześć lat spędził w Rzymie. Równie sześć w Paryżu, gdzie w 2003 roku na Wydziale Teologicznym jezuickiego Centre Sèvres obronił pracę doktorską Współdziałanie. Pasja życia. Życie i sposób życia Wincentego Pallottiego (1795-1850). W sierpniu 2021 powrócił do Paryża, gdzie do września 2024 roku pracował jako proboszcz parafii Świętych Jakuba i Krzysztofa w XIX dzielnicy zwanej „La Villette”. Obecnie pełni funkcję ojca duchownego i wykładowcy w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie koło Warszawy. Jest autorem trzech pozycji książkowych w języku polskim: Sześć dni. Rekolekcje z Don Vincenzo (Apostolicum, Ząbki 2011), Okruchy pallotyńskie na dzień dobry i dobranoc (Apostolicum, Ząbki 2017) oraz Okruchy pallotyńskie znad Tybru (Apostolicum, Ząbki 2021).

Recogito, rok XXVII, wrzesień 2026