Być – po stokroć być – w swym czasie

Teresa Tomsia i Julia Hartwig (Poznań, 1999) ©.Eugeniusz Tomsia

Chciałam być piękna, radosna, ale czas był zły… Nie wszystkie osobiste plany i projekty mogły się spełnić w tyglu społecznych przemian. Pojedynczy los składa się na dzieje pokolenia i historię narodu, więc jeśli zabraknie wielostronnego opisu z indywidualnymi życiorysami, zamazuje się prawda o przeszłości. Od zawsze interesowało mnie, dlaczego moja rodzina znajduje się w tym, a nie innym miejscu. Moje „być” wciąż dopełnia się i przemienia, odczytywane przez nowy kontekst kulturowy   i obyczajowy, zyskuje dodatkowe znaczenie. A skoro „znaczę”, to czuję się wartością tego świata i mam prawo oczekiwać, że zostanę zauważona, wysłuchana, doceniona…

Jaka była i jest moja poetycka droga? Ile w niej klęsk, ile zysków duchowych? Niezależność w podejmowaniu decyzji, którą sobie wysoko cenię, pozwoliła mi na realizację wielu projektów i planów, a zatem mogłam „być – po stokroć być – w swym czasie”. Bez świadomości ograniczeń społecznych, kulturowych, geograficznych, politycznych, jakie są udziałem człowieka, nie sposób spełniać swoich marzeń i realizować planów. To właśnie ponawiane próby, by pokonywać przeszkody zewnętrzne, a także wynikające z własnej mentalności, pomagają w rozwoju osobowości i utrwalają wartości, jakich bronimy, wytyczają ścieżki możliwe do przebycia. Trudności stwarzane przez instytucje lub prywatne osoby mobilizują nasze siły, byśmy zdołali sięgać po to, co do tej pory wydawało się niemożliwe. „Być” w swoim czasie to znaczy odwoływać się odważnie do wydarzeń współczesności, to nie zaniechać pytań o sprawy trudne i niewyjaśnione, to pytać o swoją obecność „tu i teraz”, ale także odnosić się do racji tych, którzy tu żyli przed nami.

„Być” można tylko tym, kim się naprawdę jest. Udawanie kogoś innego wcześniej czy później kończy się niepowodzeniem. Dokopywanie się do prawdy o sobie wymaga trudu, niesie wszak wiele korzyści – daje poczucie własnego miejsca i możliwość przemiany. Szukanie siebie dokonuje się drogą prób i błędów, po omacku, niekiedy na oślep, jednak nasi Mistrzowie nie zostawiają bez wsparcia swoich uczniów i pomagają budować autoportret, stając się odbiciem. Od dawniej czytanych poetów otrzymałam wiele. Przyznaję się do inspiracji, bo definiuje nas także źródło, z jakiego czerpiemy, do jakich wartości i jakiego języka nawiązujemy. Ujęła mnie niegdyś niezgoda na świat i zastany język u Andrzeja Bursy, u Sylvii Plath, później serdeczna prostota wierszy Anny Kamieńskiej i jej poszukiwanie źródeł wiary chrześcijańskiej w losach starożytnych kobiet. Niezłomność postawy Zbigniewa Herberta i nakaz, by dawać świadectwo prawdzie historii stały się i moim wewnętrznym drogowskazem. Elegie Rainera Marii Rilkego opowiadające niepokój człowieka, który pragnie poznać Początek i przejrzeć się w obliczu Nieskończonego, wnoszą duchową przestrzeń, pomagają wznieść się ponad własną i cudzą małość, rzucają na głębię. Opisy miejsc u Julii Hartwig w wierszach i dziennikach z podróży nieustannie inspirują poetyckim wyzwaniem; parafrazując ulubione wersy, myślę o poetce jako królowej widoków, od których serce się poszerza. Osobę Julii Hartwig łączę w myślach zwykle z jakimś nietypowym miejscem i serdeczną rozmową – jedno z nich to szary peron dworca w Poznaniu, gdy w wietrze i chłodzie kwietniowego przedpołudnia 2000 roku żegnamy się po występach w sali Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i w Klubie Piosenki Literackiej Szary Orfeusz. W dedykacji na karcie tytułowej tomiku Nie ma odpowiedzi nominowanego do nagrody Nike za 2007 rok moja mistrzyni wpisała serdeczne słowa: Pani Teresie i bliskiej mi jej Rodzinie. Uradował mnie niezmiernie taki zwrot, gdyż istotnie rodzina jest w moim życiu i twórczości w centrum rozważań. Niekiedy wydaje się, że nie zasługujemy na dobre słowa czy piękny widok i szukamy w sobie odpowiedzi na niepokój właśnie zadany.

Teresa TOMSIA

Fragment książki Z szarego notatnika, która ukaże się jesienią 2015 roku nakładem Wydawnictwa WBPiCAK w Poznaniu.

Recogito, nr 78 (styczeń-czerwiec 2015)