Poza miłością nie ma nic, tylko śmierć

Wiesław Myśliwski (1932-2026) ©.Archiwum @wieslawmysliwski

Nie żyje Wiesław Myśliwski – czytam tego ranka. Sięgam do moich o nim zapisków, czyli wyłuskiwanych przez lata sentencji, które dobrze robią.

– „Słowa są łaską, rodzą się w człowieku razem z nim, same poprowadzą, wszystko na wierzch wywleką, krwi upuszczą” …

– „Literatura broni nas przed bezsensem świata. Opowiadając, konstruujemy nasze życie. Układamy je w jakąś logiczną całość. Literatura jest próbą formowania życia w coś, co ma swoją harmonię i swój sens” – pisał. A jednocześnie, na pytanie o znaczenie literatury w jego życiu odpowiadał konsekwentnie, że nie literatura jest najważniejsza, tylko – miłość.

Jego dwie ostatnie powieści, odczytuję jako swoistego rodzaju testament duchowy. Najpierw Ostatnie rozdanie z 2013 roku, której główny bohater dokonuje bilansu swojego życia, rozliczając się z przeszłością, wyborami i ludźmi, których spotkał. Następnie Ucho Igielne z 2018 roku. To prawdziwa medytacja nad ludzkim losem, pamięcią, historią oraz tajemnicą spotkania młodości ze starością. „Poza miłością nie ma nic, tylko śmierć – mówił Myśliwski przy okazji premiery tej ostatniej powieści. Miłość jest najwyższym stanem mądrości, na jaki stać człowieka. Ona z istoty swojej jest mądrością”.

Faktycznie, „Myśliwski to jeden z niewielu pisarzy, dla których literatura jest cząstką antropologii. Poprzez nią chce wyrazić całość doświadczenia ludzkiego” – podsumowuje twórczość pisarza Przemysław Czapliński, znany krytyk literacki i profesor literatury współczesnej.

I jeszcze jedno. W Ostatnim rozdaniu Myśliwski dokonuje ciekawej refleksji nad listami pisanymi ręcznie. Oto ona: „W liście pisanym ręcznie czytamy nie tylko to, o czym ktoś nam donosi. Czytamy również to, co kryje się w kształcie słów czy nawet poszczególnych liter, w ich pochyłości, rozwlekłości, gęstości. Czytamy, czy te litery drżały w trakcie ich pisania, czy się poddawały lub stawiały opór, czy wypływały na papier pospieszne, podniecone lub rozgoryczone, czy w mozole dopływały do ręki. To nam nieraz więcej mówi niż to, o czym list donosi. Pozwala niekiedy się domyślać, co list próbował zataić lub czego nie byłoby zdolne przekazać żadne słowo. Prawda listu kryje się i w papierze, na którym został napisany, i w kopercie, w której został wysłany. List pisany ręcznie potrafi zdradzić nawet to, do czego ktoś zmuszał słowa, żeby kłamały. Czasem zastanawiam się, czy list nie wziął się z pragnienia dotknięcia kogoś, gdy było to fizycznie niemożliwe. Ale, być może, to już przebrzmiałe pragnienia, dlatego list umiera”.

Stanisław STAWICKI

Ks. Stanisław Stawicki. Pallotyn. Urodził się w 1956 roku w Kowalu. Przez wiele lat pracował na misjach w Rwandzie, Kamerunie, Kongo i Wybrzeżu Kości Słoniowej. Sześć lat spędził w Rzymie. Równie sześć w Paryżu, gdzie w 2003 roku na Wydziale Teologicznym jezuickiego Centre Sèvres obronił pracę doktorską Współdziałanie. Pasja życia. Życie i sposób życia Wincentego Pallottiego (1795-1850). W sierpniu 2021 powrócił do Paryża, gdzie do września 2024 roku pracował jako proboszcz parafii Świętych Jakuba i Krzysztofa w XIX dzielnicy zwanej „La Villette”. Obecnie pełni funkcję ojca duchownego i wykładowcy w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie koło Warszawy. Jest autorem trzech pozycji książkowych w języku polskim: Sześć dni. Rekolekcje z Don Vincenzo (Apostolicum, Ząbki 2011), Okruchy pallotyńskie na dzień dobry i dobranoc (Apostolicum, Ząbki 2017) oraz Okruchy pallotyńskie znad Tybru (Apostolicum, Ząbki 2021).

Recogito, rok XXVII, marzec 2025