Michał Anioł i Rodin. Ożywione ciało

Paul Cruet (1880-1966), Ręka Rodina trzymająca kobiecy tors (1917) ©.Musée Rodin, Paryż / Foto Christian Baraja

„Złom marmuru był dlań czymś mistycznym, tajemniczym tworem żywym, który w sobie krył wszystkie postacie, o jakich fantazja ludzka zamarzyć może, i trzeba było tylko umiejętnej dłoni, zdjąwszy zbyteczne pokrywy, aby odsłonić wymarzony kształt” – pisał Leopold Staff.

Michał Anioł (1475-1564) Chrystus na krzyżu (około 1562-1563) ©.Casa Buonarroti, Florencja

Tym, który ożywiał marmurowe bloki, był nie kto inny jak Michelangelo di Lodovico Buonarroti Simoni, Florentyńczyk, zafascynowany dziełem swoich poprzedników, wielkich twórców z Hellady. Żył w czasach nowożytnych w epoce rozkwitu kultury umysłowej, hołdującej ideom platońskim, zapatrzonym w piękno ciała i duszy. Był to przełom XV i XVI stulecia.

Czterysta lat później, w innym czasie i w innej epoce, narodził się również talent niebywały, artysta ciekawy ludzkiej anatomii, szukający w niej piękna tak kobiecego jak i męskiego ciała, Auguste Rodin, Francuz i Paryżanin.

Dwóch gigantów od rzeźby, dwóch mocarzy idących w szranki w materią, solidną i piękną, ale kruchą i dziewiczą. Obłaskawianie marmuru z Carrary, zwanego białym złotem, nie miało sekretów przed wprawną ręką Michała Anioła. Rzeźba przez niego tworzona stała się „symbolem doskonałości artystycznej”. Śladami swojego poprzednika kroczył Rodin. I chociaż łączyło ich wiele, każdy z nich miał swoją, odmienną, twórczą drogę. Ten drugi sięgał po inne materiały, ale od marmuru również nie stronił. Aby poznać, odkryć i zrozumieć ich odmienny proces twórczy wystarczyło odwiedzić paryski Luwr i wyjątkową ekspozycję, której bohaterami wiosną 2026 roku stali się dwaj arcymistrzowie.

Michał Anioł (1475-1564) Zbuntowany jeniec (1513) ©.Musée du Louvre, Paryż 2022 / dist. Grand Palais / Foto Hervé Lewandowski

Paryska wystawa nosi w sobie zarówno cechy porównawcze jak i dydaktyczne, jest rodzajem dialogu złożonym ich kreatywności.

W jaki sposób przedstawiają dwaj rzeźbiarze ludzkie ciało, jak go rysują, jak go rzeźbią i modelują? Michał Anioł pierwszą kreską zaznacza decydujący wyraz przyszłej postaci. Rodin szuka pomocy nie tyle w rysunku co w modelunku, w gipsowych odlewach posługując się przydatnymi narzędziami, Florentyńczyk używa siły rąk, trafnego uderzenia dłutem w materię. Naznaczone punkty na marmurowym bloku pomagają systematycznie i dokładnie wydobywać kształty ludzkiego ciała, gdzie doskonała znajomość anatomii przeplata się w realnością i elegancją. Ten drugi swoich bohaterów odlewa w brązie. Obaj byli mistrzami prawdomówności w ożywianiu różnorodnej materii. Wystarczy przywołać to, na co dawno zwrócił uwagę francuski historyk sztuki Gustave Geffroy: „W ciężkim bloku śpią nieznane posągi, z których dłuto uwolni nogi, rozluźni ramiona, rozwiąże tors, rozsypie włosy, lekko otworzy usta, uniesie powieki nad oczami, które będą żyć”.

Auguste Rodin (1840-1917), Adam (1881) ©.Musée Rodin, Paryż / Foto Christian Baraja

Geniusz dwóch artystów odkrywamy śledząc nie tylko oryginały, ale i kopie wspierane makietami, wstępnymi szkicami, pomocniczymi rysunkami, gdzie, jak u Michała Anioła, tak i u Rodina oprócz rzeźby zaistniało także malarstwo. Chciałoby się powiedzieć, iż po tryumfie fresków w Kaplicy Sykstyńskiej, Michał Anioł stał się bardziej malarzem niż rzeźbiarzem. Czy przesłoniły one projekty grobowców Medyceuszy jakie zaprojektował, ale nie do końca zrealizował? Jeden i drugi pozostawił po sobie dzieła wielkich formatów. Marmurowy posąd Dawida, groźny Mojżesz spoglądający na swój lud, zachwyciły tak ówczesną Florencję jak i Rzym. Odlane w brązie Wrota do piekieł, które są syntezą rzeźbiarskiej twórczości Francuza z Myślicielem w roli głównej, rodziły w głowie rozbudowane wizje przyszłych jego rzeźb. Mnogość ludzkich ciał o niebywałej harmonii i gracji tak jak w słynnej Piecie Michała Anioła czy Fugit Amor Rodina. Ile w tej sztuce dramatyzmu, ile ekstazy i perfekcji.

Nie znając charakterów dwóch artystów można by przypuszczać, iż sami byli bez skazy i bez zarzutu. I tu się pomylimy w swojej ocenie. Byli tylko ludźmi ze swoimi wadami i grzeszkami, z zazdrością, zachłannością, bojaźnią, ale i miłością do rodziny, tak jak Michał Anioł, z niestałością uczuć, chęcią bycia najważniejszym i nietuzinkowym jak Rodin. Ale potomni wybaczają im to wszystko doznając zachwytu nad ludzkim talentem, upartym dążeniem do boskiej perfekcji. Ogrom dzieła wiele może wybaczyć.

Michał Anioł (1475-1564), Głowa kobiety z lewego profilu (około 1525-1528) ©.Trustees of the British Museum, Londyn

Michał Anioł tworzył w samotności, miał swoich pomocników, ale jego geniusz przyćmiewał innych.  Nie tolerował braku wytrwałości, był zbyt wymagający a prostota była mu cnotą. Rodin w swojej pracowni zatrudniał sztab ludzi od sekretarzy po pomocników. Tak ogromna liczba zamówień wymagała podziału pracy i stosownych instrukcji. Martwa materia ożywała nadając rzeźbie cechy normalności przesłaniające koncepcyjne rozwiązania. Płeć piękna była również motorem napędowym, była jego muzą. „Glina, gips, brąz, marmur, szkło utrwaliły rysy Rose Beuret, Camille Claudel, księżny de Choiseul – trzech kobiet, które w różny sposób dzieliły jego życie”.  Nie tworzył pomników posągowych, ale rzeźbił popiersia. Głowa człowieka ze złamanym nosem autorstwa Rodina przypomina oblicze Florentyńczyka.  Trzeba pamiętać, iż twarz włoskiego artysty została na całe życie oszpecona przez Pietra di Torrigiano w czasie, kiedy razem pobierali nauki u Bertolda di Giovanniego. Wizerunek tego, którego Rodin podziwiał i być może na swój sposób naśladował był rodzajem hołdu złożonemu wielkiemu rzeźbiarzowi.

Michał Anioł żył w epoce Renesansu, gdy religia chrześcijańska miała jeszcze wiele do powiedzenia. Zawieszony między ideałami tejże epoki, miłością Apollona a miłością Chrystusa – jak pisał Leopold Staff w książce Michał Anioł – „podjął wysiłek nadludzki, który zostawił wieczyste piętno rozterki na dziele, a rysę przebolesną w duszy tego potępieńca zawieszonego beznadziejnie między dwoma wrogimi biegunami, w daremnym pragnieniu pojednania piękna i miłości z pokutą i żądzą zbawienia”.

Auguste Rodin (1840-1917), Fugit Amor (przed 1887) ©.Musée Rodin, Paryż / Foto Christian Baraja

Rzeźby majestatyczne, herkulesowa siła, surowe oblicza, ale także ból, rozpacz, czułość, sensualność i erotyzm – wszystko to można odczytać z dzieła dwóch rzeźbiarzy gigantów. Te dzieła są tajemnicą duszy każdego z nich.

Po nich przyszli inni twórcy: Vincenzo Danti, Pierino da Vinci, Vincenzo de Rossi, a także współcześni spadkobiercy talentu Michała Anioła i Rodina: Joseph Beuys, Bruce Nauman, Giuseppe Penone czy Jana Sterbak. Czy są godnymi spadkobiercami? Czy współczesna sztuka koncepcyjna może zastąpić klasykę i pociągnąć za sobą siłą swego wyrazu i aktualnością przesłania?

Organizatorzy paryskiej ekspozycji, prezentując ponad 200 eksponatów, starali się uwidocznić wewnętrzną energię ludzkiego ciała i przekonać widzów, iż ciało jest osłoną i powłoką duszy, jak i żywą materią podlegającą gestom utrwalonym w czasie.

Anna SOBOLEWSKA 

Anna Sobolewska – urodziła się w Białymstoku. Studiowała pedagogikę w Krakowie. Współpracowała między innymi z paryską Galerią Roi Doré i ukazującymi się we Francji czasopismami: „Głos Katolicki” i „Nasza Rodzina”. W roku 2015 w Éditions Yot-art wydała książkę Paryż bez ulic. Jocz, Niemiec, Urbanowicz i inni. Od ponad trzydziestu lat mieszka w Paryżu.

Recogito, rok XXVII, maj 2026