
Wierzył, że ma talent. Wierzył w to, iż będzie uznanym, cenionym i niezależnym artystą malarzem. Wyznaczył sobie cel i małymi krokami do niego dążył. Kiedy po raz pierwszy pokazał swój obraz na Salonie Niezależnych, od daty jego urodzonia minęło czterdzieści dwa lata. Od tego momentu jego płótna z małymi przerwami nie opuszczały tak ważnego miejsca na mapie kulturalnego Paryża, jakim był Salon des indépendants. To nikt inny tylko Henri Rousseau, który przyszedł na świat w Laval w 1844 roku. Od 1868 roku szukał pracy w stolicy Francji. W kręgu przyjaciół był nazywany „Celnikiem” z tej racji, iż przez dwadzieścia dwa lata pracował jako miejski urzędnik w Paryskim Urzędzie Akcyzowym. W momencie, kiedy przyznano mu zasłużoną emeryturę 1893 roku, poświęcił się całkowicie wymarzonej sztuce malowania.

Henri Rousseau to samouk, jego ,,malarstwo nie mieszczące się w kategoriach malarskiego profesjonalizmu” swoją prostotą i naiwnością zafascynowało malarzy, w większości surrealistów i kolekcjonerów. Obdarzony nadzwyczajną wyobraźnią i umiejętnością dokładnej obserwacji stwarzał świat fantastyczno-poetycki, zapraszając widza do baśniowych ogrodów z przebogatą, egzotyczną roślinnością, barwnymi kwiatami i owocami, między którymi skrywają się nie tak znowu przyjazne człowiekowi zwierzęta. Obrazy przedstawiające dżunglę rodziły się pod wpływem reminiscencji jakie zostawiła w wyobraźni ,,Celnika” wyimaginowana podróż do Meksyku i w którą uwierzył krąg jego przyjaciół.
Tak naprawdę Rousseau nigdy nie opuścił Francji. Ale nieustannie odwiedzał paryskie Muséum national d’Histoire naturelle, szklarnie Ogrodu Botanicznego, sąsiadujące z nimi ZOO z egzotycznymi zwierzętami i tropikalną roślinnością, podpatrując bogaty świat przyrody, przenosząc go na swoje płótna. Śledził prasę, artykuły poświęcone Wystawom Światowym, afirmujące francuskie imperium kolonialne na przełomie wieku. Wszystko to inspirowało artystę owocując obrazami: Głodny lew rzucający się na antylopę (1898-1905), Zaklinaczka węży (1907), Kobieta spacerująca po egzotycznym lesie (1910).
Wymyślone tematy nasycone intensywnym kolorem, zastygłymi drzewami i postaciami, jak gdyby stały na baczność, błękitem nieba, groźnymi sylwetkami ptaków z wyrysowaną nieskazitelną linią, przepełnione naiwnością i sztucznym realizmem, upodabniające się do prac dziecka, nagrodziły nieśmiałego artystę (za takiego uchodził pośród grona przyjaciół) zainteresowaniem rodzącej się awangardy. Jednak zanim do tego doszło malował z naiwnością i prostotą osoby ze swojego otoczenia, narodziny, chrzciny, wesela, pejzaże, w których „postaci wyłaniają się na tle krajobrazu o wartości symbolicznej, gdzie detale są tak samo wskazówkami co do tożsamości postaci”.

W jego dorobku znajdziemy martwą naturę, kwiaty, malownicze widoki a szczególnie jeden: La Falaise (1895). Inny w temacie obraz zatytułowany Wojna (1894) nosi w sobie ładunek okrucieństwa malowanego z jednej strony z niezdarnością, zaś z drugiej z wielką „swobodą i niezależnością twórczą”. To rodzaj alegorycznego spojrzenia na wojenne okrucieństwo bez zawartych w nim konkretnych faktów historycznych, chociaż, jak sugerują historycy sztuki, namalowany został pod wpływem wspomnień z wojny francusko-pruskiej z jej konsekwencją. Wyobrażenie wojny widziane oczami artysty „wydaje się bliższe biblijnej wizji jednego z czterech jeźdźców Apokalipsy, w krórej ukazana tu postać Bellony, bogini wojny, wymachująca szablą i dymiącą pochodnią, pędzi na czarnym wierzchowcu przez krajobraz zniszczenia”.

Już w 1891 roku po Salonie Niezależnych twórczość Roussau znalazła się w komentarzach malarza Félixa Vallottona. Nie przeszkodziło to oglądającym obrazy na uśmieszki a nawet kpiny inspirowane kartkami pocztowymi, komponowane według szkiców paryskich przedmieść, pejzaży, na których króluje atmosfera spokoju i harmonii lat dzieciństwa, świata snów i wyobraźni. Narażał się malarz swoją infantylną sztuką tak prasie jak i publiczności, ale w osobie Alfreda Jarry, urodzonego również jak Roussau w Laval, znalazł anioła stróża. Jarry wprowadził Rousseau w krąg artystów o takiej renomie jak Guillaume Apollinaire, Picasso, Degas, Mallarmé czy Gauguin i to on nazwał go ,,Celnikiem”.
Czy Rousseau był ich maskotką czy przyjacielem, trudno to dzisiaj ustalić, wiadomo jednak, iż tym co malował, zaczęli interesować się handlarze sztuki: Ambroise Vollard i Joseph Brummer. Zafrapowała ich oryginalność stylu, naiwne odkrywanie piękna i prawdy, w której skryły się marzenia Rousseau, płacąc za tę prostotę niewygórowane ceny. Do spojrzenia na naiwne malarstwo ,,Celnika”, noszące według niektórych żyjących wówczas malarzy, cechy modernizmu zaznaczane przez zmianę gatunku, stylu, tematyki, przyczyniła się pośmiertnie napisana przez Wilhelma Uhde w 1911 roku monografia i równocześnie zorganizowania ekspozycja poświęcona artyście z Laval. Pomysłowadcą tego przedsięwzięcia był malarz Robert Delaunay. Za życia Rousseau jego obraz zatytułowany Zaklinaczka węży (1908) przyniósł mu poraz pierwszy uznanie. W 1922 roku kupił to dzieło Jacques Doucet odsprzedając je Robertowi Delaunay za sumę 50 tysięcy franków. Inny obraz zatytułowany Mauvaise surprise [Nieprzyjemna niespodzianka] z 1901, zakupiony przez znanego amerykańskiego kolekcjonera doktora Alberta Barnesa, do dzisiaj znajduje się w Fundacji noszącej imię doktora. Do Museum of Modern Art w Nowym Jorku zawędrował inny obraz francuskiego artysty La Bohémienne endormi [Śpiąca Cyganka] namalowany w 1897, który na aukcji w Drouot w Paryżu w roku 1926 przyniósł rekordową sumę 525 tysięcy franków.
Henri Rousseau, w którymś momencie życia zwracając się z wyrzutem do swojej córki stwierdził: „nie masz racji mówiąc, że nie lubisz moich obrazów, pewnego dnia będą warte więcej niż sto tysięcy franków”. Jak się okazało, miał rację.
Przez ponad dwadzieścia lat Rousseau z wytrwałością walczył o uznanie. Pod koniec życia wprawdzie zaczęto mówić o jego naiwnym, trudnym do zaakceptowania malarstwie, ale nie przyniosło ono artyście upragnionych dochodów. Życie zakończył w paryskim szpitalu Neckera w 1910 roku.
Anna SOBOLEWSKA
Anna Sobolewska – urodziła się w Białymstoku. Studiowała pedagogikę w Krakowie. Współpracowała między innymi z paryską Galerią Roi Doré i ukazującymi się we Francji czasopismami: „Głos Katolicki” i „Nasza Rodzina”. W roku 2015 w Éditions Yot-art wydała książkę Paryż bez ulic. Jocz, Niemiec, Urbanowicz i inni. Od ponad trzydziestu lat mieszka w Paryżu.
Recogito, rok XXVII, lipiec 2026
